„Motylki” i „Maki” w „Wioskach Świata”

26 czerwca, 2017 09:50 News

 

Znalezione obrazy dla zapytania dzieci świataPark Edukacji Globalnej "Wioski Świata"

Niemal w centrum Krakowa, na wyciągniecie ręki spotykamy inny świat. Świat odległy, odmienny, często nieznany, lecz niezmiernie przez to interesujący.

Park Edukacji Globalnej “Wioski Świata” odwiedziły dzieci z grupy „Motylków” i „Maków”. Park zlokalizowany na obszarze około 3 hektarów to chyba jedyne takie miejsce, gdzie równocześnie można zobaczyć tradycyjną ghańską wioskę, papuaski dom na palach, mongolską jurtę, arktyczne igloo, indiańskie tipi oraz peruwiańską chatę.

Dotarliśmy do Afryki, gdzie odkryliśmy ghańską wioskę. Ich domki są okrągłe, ponieważ mieszkańcy wierzą, że w kątach czają się złe duchy. Poznaliśmy afrykańskich wojowników i dotknęliśmy słonia. Ghańska wioska robi duże wrażenie i jest dowodem na to, jakie cuda można otrzymać z pozoru niepotrzebnych śmieci.

Kolejnym przystankiem była Australia. Papuaski dom przywitał nas cudownym chłodem, bowiem ze względu na swą budowę bambusowa chatka na palach idealnie nadaje się na odpoczynek w gorącym klimacie Australii. W środku domku huśtaliśmy się na hamaku, przymierzaliśmy spódniczki w wersji mini i maksi!, podziwialiśmy biżuterię ręcznie robioną przez Papuasów i próbowaliśmy grać na bębni

Potem była Mongolia. Przywitał nas tam „jak”, a co odważniejsi mogli go wydoić… Pani Przewodniczka wprowadziła nas do mongolskiego domu zwanego jurtą. Wchodząc do jurty trzeba przestrzegać podstawowej zasady – nie można nadepnąć na jej próg, gdyż to zniewaga dla właścicieli domu. Zaskoczeniem był dla nas fakt, że zwinięcie takiej jurty zajmuje całe …. 15 minut, zaś rozłożenie drugie 15!

Mongolii przyszedł czas na Arktykę i igloo!  Specyficznym elementem eskimoskiego igloo jest długi korytarz, czyli tak zwany łapacz chłodu. Prowadzi on do jedynego, największego pomieszczenia.

Potem dotarliśmy do Ameryki Północnej, a tam czekała na nas indiańska wioska. Oczywiście nie obyło się  bez przymiarek indiańskich pióropuszy. Dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę Indianie wcale nie mieli kolorowo zdobionych, przykuwających wzrok namiotów – w rzeczywistości robili tipi z brudnych i niepotrzebnych szmat. Wiosną, latem i wczesną jesienią Czerwonoskórzy polowali na bizony i przygotowywali zapasy na zimę. Takie działania wymuszały konieczność częstego przenoszenia obozu w ślad za stadami zwierząt, dlatego tipi można było łatwo złożyć i przenieść w dowolne miejsce.

Na koniec czekała nas Ameryka Południowa i ostatnia już, niestety, wioska. Minęliśmy lamę, która niespodziewanie zaczęła pluć wodą co wywołało ogromną wrzawę wśród dzieci. Po kamienistym zboczu dotarliśmy do peruwiańskiej chaty. Z zamkniętymi oczyma posłuchaliśmy szumu wodospadu, obejrzeliśmy instrumenty muzyczne, stroje do tańców i maski używane podczas słynnego karnawału. Zajrzeliśmy też do slumsów.

Drewniana konstrukcja na wzór domków budowanych na wodach południowoamerykańskich rzek zaprowadziła nas na wielkoformatową mapę świata. Biegając po mapie możemy przenosiliśmy się z państwa do państwa, z kontynentu na kontynent.

Dzięki tej wycieczce poznaliśmy ciekawostki dotyczące życia mieszkańców na innych kontynentach. Oderwani od rzeczywistości poznaliśmy życie, obyczaje, tradycje różnych – często najbiedniejszych – środowisk poszczególnych kontynentów.